Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po godzinach: Kącik tłumacza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po godzinach: Kącik tłumacza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 lutego 2013

Pedro Salina - "Głos Tobie poświęcony"

Pedro Salinas to hiszpański poeta i tłumacz, uznawany za głównego reprezentanta Pokolenia 27. Autor utworów o tematyce miłosnej. Poeta urodził się 27 listopada 1832 roku w Madrycie. W czasie swojego życia pracował na uniwersytetach w Hiszpanii, Francji i Stanach Zjednoczonych. Przede wszystkim znany z „Trylogii miłosnej”, jest również autorem sztuk teatralnych licznych recenzji i tłumaczeń, zarówno prozy( m.in. Marcela Prousta), jak i poezji. Zmarł 4 grudnia 1951 roku w Bostonie. Poniższy wiersz jest autorskim tłumaczeniem jednego z jego najsłynniejszych utworów- ”La voz a Ti debida” z tomików składających się na wspomnianą już „Trylogie miłosną”.

Głos Tobie poświęcony

Jeśli zadzwonisz, jeśli.
Wszystko wyrzucę,
Ceny, albumy
Niebieskie mapy oceanów
Dnie i noce
Stare wiadomości
I miłość.

Ty! Która nie jesteś
Moja miłością
Czekam twojego głosu:
Poniżej lunet
Przez gwiazdy, lustra
Przez tunele
Poprzez lata przestępne
Może dolecieć.
Nie wiem skąd.
Ale cudem. Na pewno.
Bo jeśli zawołasz,
Jeżeli zawołasz
To cudem się to stanie
Nieznanym
Niewidzianym
Nigdy przez usta, które Cię całują
Nigdy
Przez głos, który mówi „Nie odchodź”


Tłumaczenie: Klaudia Sudoł

czwartek, 20 grudnia 2012

Jorge Bucay - Kierunek i szczęscie (Rumbo y felicidad)

Jorge Bucay to argentyński pisarz, z wykształcenia lekarz psychiatra, który w swoich książkach opisuje cel i sens życia.

Jego najbardziej znanym dziełem są „Listy do Klaudii” (”Cartas para Claudia”). Jest to zbiór kilkunastu listów do dawno niewidzianej przyjaciółki. Zapisuje w nich swoje refleksje, obserwacje i bardzo rozbudowane hipotezy. Przez te listy poznajemy człowieka, który codziennie dotyka problemu ludzkiego ”ja”, stara się pomóc swoim pacjentom przez opowiadanie im przypowieści, nakłanianie ich do zastanowienia się nad własnym życiem i może poszukania szczęścia gdzie indziej.

Poniższy tekst jest autorskim tłumaczeniem fragmentów rozdziału ”Rumbo y felicidad” (Kierunek i szczęście) z wybranej książki pt. ” Las 3 preguntas. ¿Quién soy? ¿Adónde voy? ¿Con quién?” ( Trzy pytania: Kim jestem? Dokąd zmierzam? Z kim zmierzam?)
…………………………………………………………………………………………………………………………………

Pewien mężczyzna wypłynął z portu na swojej małej żaglówce, aby popływać przez kilka godzin. Kiedy żeglował zaskoczyła go silna burza, taka, że nie był w stanie zapanować nad łódką. Żaglówkę spychało coraz bardziej i bardziej w głąb morza, więc zrzucił żagle, rzucił kotwice i schował się w kajucie.

Kiedy burza się uspokoiła a wiatr ucichł mężczyzna wyłonił się na pokład i obszedł łódkę od dziobu aż po rufę, miał szczęście. Łódka była cała. Nie przeciekała, woda pitna była na swoim miejscu, a żagle były nieposzarpane i zdatne do użytku. Żeglarz uśmiechnął się i podniósł wzrok, aby rozpocząć powrót do portu. Jednak nie zdawał sobie sprawy jak daleko zwiał go sztorm, kiedy rozejrzał się dookoła widział tylko i wyłącznie wodę.(…)

W tym momencie, chociaż może wydawać się to kłamstwem, w całej historii pojawia się cud. Niebo otworzyło swoje podwoje, boski krąg pojawił się na niebie a promyk nieziemskiego światła oświetlił żaglówkę, dokładnie tak jak na filmach. I można było usłyszeć niesamowicie głęboki głos:

-Co się stało?

Mężczyzna upadł na kolana i zaczął szlochać.

- Nie wiem gdzie jestem, zgubiłem się, oświeć mnie Boże, błagam.
Głos mu odpowiedział:

-Twoja pozycja to 38 stopni południowej szerokości geograficznej i 29 stopni wschodniej długości geograficznej.
- Dzięki ci Panie - rzekł mężczyzna, wciąż klęcząc na pokładzie.

Niebo zaczęło się zamykać. Żeglarz po chwili znów zaczął szlochać.

- Jestem zgubiony, jestem zgubiony. Właśnie zdał sobie sprawę, że świadomość tego gdzie się jest nie oznacza wcale odnalezienia. Niebo o otworzyło się po raz drugi.
– A teraz, co się stało?- zapytał Głos.
– Tak naprawdę, nie wystarczy wiedzieć gdzie jestem, potrzebuję jeszcze wiedzieć, dokąd zmierzam.
– Dobrze - powiedział Głos - to akurat proste, płyniesz do Buenos Aires. I kiedy Niebo zaczęło się zamykać, mężczyzna zaprzeczył.
– NIE! NIE! Nie ma dla mnie nadziei, jestem zgubiony. Niebo otworzyło się po raz trzeci.
- Co znowu się stało?
- Cóż, wiedząc gdzie jestem i dokąd zmierzam, muszę jeszcze wiedzieć, gdzie to miejsce leży.
– Buenos Aires leży na 38 stopniach….
– Nie! Nie! - przerwał żeglarz - pomóż mi Boże, nie wystarczy wiedzieć gdzie jestem i gdzie chce być, potrzebuję drogi, wskazówki jak mam dojechać stąd tam. Droga, Boże, pokaż mi drogę. 

Z oczu mężczyzny trysnęły łzy i nagle z nieba spadł pergamin, nasz bohater rozłożył go i ujrzał mapę, na której zielonym migającym kolorem było zaznaczone „Tu jesteś”, niebieskim „Buenos Aires”, a kolorowa wstęga oznaczała drogę. Rozbitek w końcu był zadowolony, klęknął i podziękował Bogu za ratunek. Popatrzył na mapę, zapalił silnik, postawił żagle, spojrzał na horyzont znów zaczął krzyczeć:

- Jestem zgubiony!

I oczywiście miał rację. Biedny człowiek, nadal był zgubiony. Gdziekolwiek popatrzył widział wodę i wszystko wiedział, w tej chwili było bezużyteczne. Żeglarz znał swój cel, swoje położenie i drogę, którą miał zmierzać. Jednak, aby przestać być zagubionym brakowało mu kierunku, w którym miałby się skierować.

Jak żeglarze oznaczają kierunek? Przy pomocy kompasu. Bez niego choćby się znało drogę na pamięć, nie wiadomo gdzie się skierować. Przede wszystkim po burzy, przede wszystkim, kiedy wszystko inne zawiodło.

W sumie, kurs jest jedną rzeczą, droga inną, a jeszcze inną cel.

Cel to punkt, w który się zmierza, droga to ścieżka, którą powinniśmy podążać a kurs to kierunek, w jaki powinniśmy się skierować.(…)

Szczęście to spokój tego, który wie, że zmierza w dobrym kierunku i jest na właściwej drodze.(…)

tłumaczenie:Klaudia Sudoł

środa, 19 grudnia 2012

Anton P. Czechow - Gruby i chudy

Na Nikołajewskim dworcu kolei żelaznej spotkali się dwaj przyjaciele. Jeden był gruby, a drugi chudy. Gruby dopiero co skończył jeść i jego usta, jakby umazane tłuszczem, błyszczały niczym śliwki. Roztaczał zapach sherry i fleur d’orange’u. Chudy dopiero co wyszedł z pociągu, obładowany walizkami, kuframi i pakunkami. Pachniało od niego szynką i fusami kawy. Zza jego pleców wyglądała szczuplutka kobieta z długim podbródkiem – jego żona oraz wysoki chłopak z przymrużonymi oczami– ich syn.

- Porfiry! – zawołał gruby, widząc chudego. – Co u ciebie słychać? Mój kochany! Kopę lat się nie widzieliśmy!
- No nie! – zdziwił się chudy - Misza! Przyjaciel z dzieciństwa! Jak się tu znalazłeś?

Przyjaciele trzykrotnie się ucałowali i popatrzyli na siebie oczami pełnymi łez. Obaj byli przyjemnie zaskoczeni.

- Mój miły! – zaczął chudy po przywitaniu się.- Nie spodziewałem się! Co za niespodzianka! No, popatrz na mnie! Taki sam z ciebie przystojniak, jakim byłeś! Oj, panie Boże! Co u Ciebie słychać? Jesteś bogaty? Żonaty? Ja już się ożeniłem, jak widzisz. To moja żona, Luiza, z domu Wancenbach, luteranka…A to jest mój syn Nafanaił, uczeń trzeciej klasy. Nafanaił, popatrz, to przyjaciel z mojego dzieciństwa! W gimnazjum razem się uczyliśmy!

Nafanaił chwilkę pomyślał, po czym zdjął czapkę.

- W gimnazjum razem się uczyliśmy! – kontynuował chudy. – Pamiętasz jak ciebie drażnili? Nazywali cię Herostratem *) , bo podpaliłeś papierosem dziennik. A ja byłem Efialtesem**) za to, że uwielbiałem skarżyć. Ho, ho…Byliśmy dziećmi! Nie bój się Nafani! Podejdź bliżej do niego… A to moja żona, z domu Wancebach, luteranka.

Nafanaił chwilkę pomyślał i schował się za plecami ojca.

- No, jak żyjesz, przyjacielu? – zapytał gruby, z zachwytem spoglądając na kolegę. – Pracujesz gdzieś? Zdobyłeś coś?

- Służę, mój miły! Jestem asesorem kolegialnym już drugi rok i zdobyłem order Stanisława. Zapłata niewielka...Ale, Bóg z nią! Żona daje lekcje muzyki, a ja prywatnie robię cygara z drewna. Wspaniałe cygara! Biorę rubla za sztukę. Jeśli kto weźmie dziesięć, albo więcej ten dostaje zniżkę. Radzimy sobie jakoś. Pracowałem, wiesz, w departamencie, a teraz jestem urzędnikiem w tym samym ministerstwie…Teraz tutaj będę służył. No, a u ciebie co słychać? Pewnie już jesteś radcą stanu? Tak?

- Nie mój miły, celuj wyżej – powiedział gruby. – Zyskałem stopień tajnego radcy. Dostałem dwie gwiazdy…

Chudy nagle zbladł, skamieniał, ale zaraz jego twarz wykrzywiła się w szerokim uśmiechu, a z oczu posypały się iskry. Znieruchomiał, zgarbił się, skulił…Walizki, kufry, pakunki zmalały, zgięły się… Długi podbródek jego żony jeszcze bardziej się wydłużył, Nafanaił wyprostował się i zapiął wszystkie guziki swojego mundurka.

 -Wasza ekscelencjo…Niezmiernie mi przyjemnie. Kto by pomyślał…przyjaciel z dzieciństwa i tak daleko zaszedł! Hi, hi, hi.

-No, dość! – zmarszczył się gruby.- Skąd taki ton? Przecież jesteśmy przyjaciółmi z dzieciństwa. Nie musisz mnie tytułować.

- Wybaczcie… Nie mogę inaczej – zachichotał chudy, jeszcze bardziej się kurcząc – łaskawe zrozumienie waszej ekscelencji…to niczym ożywczy deszcz. To jest wasza ekscelencjo, mój syn Nafanaił…Moja żona Luiza, luteranka, poniekąd…

Gruby chciał coś powiedzieć, ale na twarzy chudego było tyle szacunku, słodyczy i usłużności, że tajnego radcę zemdliło. Odwrócił się od chudego i podał mu rękę na pożegnanie. Chudy uścisnął jemu trzy palce, ukłonił się do ziemi i zaśmiał się jak Chińczyk „hi, hi, hi”. Jego żona uśmiechnęła się. Nafanaił szurnął nogą i upuścił czapkę. Wszyscy troje byli przyjemnie zaskoczeni.

*Herostrat- grecki szewc, który dla sławy podpalił słynną świątynie Diany efejskiej.
**Efialtes - grecki zdrajca, który ułatwił Persom zdobycie Termopilii

tłumaczenie: Magdalena Białek